Zmorę dzisiejszego mówienia stanowi mówienie dla mówienia, z którego nic nie wynika. Profesor Jerzy Bralczyk, znany polski językoznawca, wspomina taką sytuację: pewne dziecko zwróciło się do niego, mówiąc: „Proszę pana, proszę pana, chcę panu coś powiedzieć, proszę pana, proszę pana” – i w rezultacie nie powiedziało nic. Kolejnym przykładem ilustrującym „mówienie dla mówienia” jest ten o to dialog:
– Cześć.
– Cześć.- Słuchaj… (Ten i tak słucha, ale wtedy będzie słuchał bardziej.)
– Proszę ja ciebie… (O coś prosi, nie bardzo wiemy, o co, ale prosi.)
– Wiesz… (No nie wie, jak się dowie, to będzie wiedział, na razie nie wie.)
– Jest taka sprawa, nie. (To, że jest jakaś sprawa, to każdy wie, tylko nie wiadomo, dlaczego on później nie mówi, no przecież chodzi o to, że ona jest, a nie o to, że jej nie ma.)
– Bo tego… (Dlaczego – bo i jakiego tego?)
– Widzisz… (I dopiero wtedy zaczyna coś ewentualnie mówić.)
Profesor Bralczyk analizując go wskazał, że tego typu rozmowy są jak japońska etykieta, w której najpierw trzeba wygłosić różne komplementy, opowiedzieć coś na rozmaite tematy, aby w końcu móc przejść do sedna sprawy. Kolejnych przykładów metatekstów możemy się doszukać w mowie warszawiaków, którzy mówią „tak”, aby potwierdzić, że mają rację, oraz w mowie poznaniaków – oni z kolei wydobywają z siebie „nie”, by sprowokować dialog.

http://www.digitaldep.pl/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here