szukanie zaawansowane
Informator medyczny
Dziecko
Toruńskie menu
artykuly (3018)

data publikacji: 2010-05-20

Banał goni banał

Robin Hood - recenzja

Piąty już wspólny projekt Ridleya Scotta i Russela Crowe'a - Robin Hood, zawodzi prawie na każdym kroku. Ze scenariusza wylewa się sztampa i banał, postaci są proste jak strzały łucznicze Robina a efekty specjalne zupełnie bez polotu. Czy to początek końca cenionego reżysera?

, Toruń

Michał Degórski

Od pewnego czasu można zauważyć pewną niebezpieczną tendencję - superprodukcje Hollywoodu popadają w banał i wtórność. Widzowie zalewani są produktami jednorazowego użytku, wytworami rzemieślniczych rąk, nie potrafiącymi zaskoczyć widza i przekazać czegoś prawdziwego i zastanawiającego. Nurt blockbusterów popadł w marazm i apatię, forma kasowego kina powoli się wyczerpuje, co mogę uczciwie stwierdzić na przykładzie kasowych hitów ostatniego roku - Transformersów Michaela Baya, pustego i bez wartości piątego oraz szóstego Harry'ego Pottera, przewidywalnego Iron Mana, wtórnego Avatara i Starcia Tytanów, przesyconego efektami 2012 czy pretensjonalnej sagi Zmierzch...

Przykro, że w ten kanon wpisała się nowa produkcja Ridleya Scotta, twórcy jednego z najlepiej ocenianego filmu science-fiction w historii - Łowcy Androidów, kultowego Obcego oraz niezłego widowiska historycznego Gladiator. Żal tym bardziej, iż reżyser miał do wykorzystania historię legendarnego banity - Robina z Locksley, o którym pierwsze wzmianki sięgają XIII-wiecznych aktów prawnych, i w oparciu o które powstało wiele dobrych opowieści przeniesionych na ekrany kinowe czy telewizyjne. Scott jednak luźno potraktował bogaty temat, wiernie oddając jedynie realia historyczne - scenografia robi naprawdę duże wrażenie, wizualna strona filmu zachwyca momentami niczym plastyczna wizja świata baśni i legend Terry'ego Gilliama. Całości nieźle dopełnia podniosła ścieżka dźwiękowa, nadająca chwilami mistyczny charakter przedstawianym wydarzeniom.

Fabuła najnowszego filmu Ridleya Scotta jest banalna i prosta, chyba zgodnie z zamiarem reżysera stanowi tło dla epickich scen balistycznych. Robin Hood, odgrywany przez Russela Crowe'a, to osobowość nie wzbudzająca zainteresowania. Wydarzenia, które wpłynęły na to, że stał się „średniowiecznym socjalistą", dalekie są od oryginału czy innych przedstawień Robina. Uciekając od prototypu bohatera, reżyser napisał historię na nowo, operując truizmami i popadając w oczywistość. Temu, co sprawiło że Robin Hood walczył o prawa biednych i słabych - czyli tyrania władców, doprowadzająca powoli do wrzenia i wojny domowej, zdrady stanu oraz historia ojca - nie nadano głębi. Postaci, biorące udział w akcie są jednowymiarowe, ich zachowanie przewidywalne, co w konsekwencji sprawia, że widza mało interesują wydarzenia rozgrywające się na dużym ekranie.

Reżyser „Robin Hooda" wielokrotnie zaznaczał w wywiadach, że ze wszystkich produkcji traktujących o przygodach wyjętego spod prawa banity z Sherwood, spodobała mu się jedynie wizja reżyserska parodii „Robin Hood: faceci w rajtuzach". Dlatego też jego film, uciekając od nadęcia, przepełniony jest humorem, niestety - niskich lotów. Większość gagów dotyczy pijaństwa i seksu, przez co filmowa opowieść Scotta momentami przekracza granicę prostoty, zmierzając w kierunku prostactwa, stając się widowiskiem bardzo słabym.

Jaśniejącym punktem filmu, w otoczeniu komunałów i prymitywności, staje się kameralny wątek miłosny, do czego przyczyniła się głównie znakomita Cate Blanchett. Między Robinem (Crowe) a Marion (Blanchett) wywiązuje się specyficzna, prawdziwa więź. Niestety cała reszta pozostaje sztuczna i tworzona na siłę.


kategorie: Recenzje

reklama:

komentuj zostaw komentarz:

podpis:

temat:

komentarz:



turing < przepisz tekst z obrazka po lewej (tylko czerwone znaki)



komentujkomentarze internautów:

~sali
2010-05-20 12:53
* re: Banał goni banał   (+odpowiedz)
Crowe ma twarz wojownika, poszedłem na ten film, aby właśnie popatrzeć na tego wojownika. Nie na pazurę, wilczaka, mroczka czy bosaka, bo tymi leszczami już rzygam. A czy film John Rambo miał miał wyszukaną fabułę, nieeeeeeeeee ale łapie za serce.
~Mort
2010-05-20 20:41
* re: re: Banał goni banał  (odpowiedz)
>>A czy film John Rambo miał miał wyszukaną fabułę, nieeeeeeeeee ale łapie za serce. Ok, nie mam nic więcej do powiedzenia :D o gustach się nie dyskutuje.
~sss
2010-05-20 22:31
* re: re: re: Banał goni banał  (odpowiedz)
"Jak zachwyca jak nie zachwyca"
~sali
2010-05-20 12:13
* re: Banał goni banał   (+odpowiedz)
Krytyk się znalazł od siedmiu boleści. Film takiego gatunku ma widza bawić a nie ma powodować aby przypomniał sobie 17 lekcję historii w 5 klasie szkoły podstawowej. Jak ktoś nie ma duszy to i takich filmów nie rozumie, nie potrafi się wczuć w rolę i przenieśc w te mistyczne czasy.
~Mort
2010-05-20 12:31
* re: re: Banał goni banał  (odpowiedz)
Ale jak autora nie bawi, bo film jest słaby, to co poradzisz? Nie da rady zamknąć wszystkiego w stwierdzeniu "zrobione po to by bawić", po Ridley'u oczekuje się więcej, bo on potrafi nie tylko bawić ale i zachwycać, i tyle...
 
polecamy...

polecamy

Księgarnio - kawiania Cafe Bajarka
Kozacka 17-19 lokal 7 (pawilon za Piotrem i Pawłem)
87-100 Toruń
515-522-496

więcej informacji...

reklamy

poczytaj...
poradnik (74)
recenzje (89)
wywiady (104)
sport (669)
warto wiedzieć (367)
galerie (197)
reklama

© Co w Toruniu? 2012 - portal miasta Toruń
obserwuj nas: