szukanie zaawansowane
Informator medyczny
Dziecko
Toruńskie menu
artykuly (3018)

data publikacji: 2009-10-01

Tak jak King

Zygmunt Miłoszewski - wywiad

Blok, który z dnia na dzień staje się więzieniem albo trup po godzinach? Jesienno-zimowe wieczory to idealna pora na czytanie książek Zygmunta Miłoszewskiego, okrzykniętego już polskim Stephen'em Kingiem. Z autorem „Domofonu" i '"Uwikłania" rozmawiamy w Toruniu.

fot. Łukasz Wudarski, Toruń
fot. Łukasz Wudarski

Spotkania z pisarzami

W sobotę (3 października) odbędą się aż dwa spotkania ze znanymi pisarzam:

  • o godzinie 14.00 zapraszamy na spotkanie z Januszem Leonem Wiśniewskim w Centrum Handlowym "Kometa" przy ul. Grudziądzkiej, gdzie otwarta zostanie księgarnia wydawnictwa Świat Książki.
  • o godzinie 17.00 zapraszamy na spotkanie z Katarzyną Grocholą, które odbędzie się w Książnicy Kopernikańskiej w ramach festiwalu „4 pory książki".

cowtoruniu.pl: Domofon" to odważny debiut. W Polsce nie ma tradycji literatury horroru.

Zygmunt Miłoszewski: Zgadza się, ale ja nie myślałem wówczas o tym. Chciałem napisać fajną książkę, podobną do tego, co pisze Stephen King. Chciałem opisać zwykłe życie, w które mogłem wpleść pierwiastek grozy i niesamowitości. Nawet cieszyłem się, że nie mam konkurencji na tym polu.

cwt: Zastosowałeś dosyć banalny chwyt ze straszącym domem. Tyle, że w „Domofonie" straszy blok. A to już większy kaliber.

ZM: Willowe dworki już były. A mnie zależało, aby moje miejsce grozy było inne. Nawiedzonego bloku nikt nie opisał. Więc opisałem blok, który pewnego, pięknego dnia nie wypuszcza swoich mieszkańców.

cwt: To całkiem wymyślone miejsce, czy jakieś konkretne znane Tobie?

ZM: Takich bloków jest oczywiście pełno. Nawet, jeżeli ktoś nie mieszkał w takiej płycie to wie, jak takie miejsce wygląda. W moim przypadku, był to jednak konkretny blok, w którym mieszkali i mieszkają nadal rodzice mojej byłej dziewczyny. W książce opisuję nawet go z adresu.

cwt: Po napisaniu „Domofonu" okrzyknięto Cię polskim Stephenem Kingiem...

ZM: To jest świetny obyczajowy autor, nawet bez duchów jego książki byłyby dobre. Zawsze będzie moim numerem jeden w tej dziedzinie.

cwt: Jednak po takim sukcesie nie napisałeś kolejnego horroru, ale kryminał.

ZM: Nie przywiązuję się do gatunków literackich. Horror był mi potrzebny do osiągnięcia atmosfery grozy. Bo tylko tak można opowiedzieć o nawiedzonym domu. Potem miałem pomysł na książkę o pracy prokuratora. Wiec musiałem ubrać to w garnitur kryminału. I tak powstało „Uwikłanie". Nie wieżę w gatunkowość literatury. U nas, jak jest duch, to musi być horror, jak trup to kryminał. Trzeba to jakoś nazwać. Ja się nie przywiązuję do tych formalnych określeń.

cwt: Dlatego napisałeś też książkę dla dzieci - „Góry żmijowe"?

ZM: To była bajka napisana na zamówienie mojej córki. Historia królewny, która ma przygody. Takie były ramy, które musiałem wypełnić opowieściami. Miała wtedy 8 lat. Na początku czytałem jej poszczególne historie. Potem całość, bo resztę pisałem poza Warszawą. Nawet nie chciałem tego wydawać. Mój wydawca był jednak zainteresowany. I tak książka trafiła do czytelników. Ostatecznie mojej córce podobało się najbardziej to, że w każdym egzemplarzu jest dla niej dedykacja.

cwt: Są książki, były też plany ich ekranizacji. Do „Domofonu" nawet napisałeś scenariusz i po wszystkim otworzyłeś butelkę wina. I co?

ZM: Ten scenariusz czeka na lepszą chwilę, bo Juliusz Machulski chce zrobić także „Uwikłanie". Ma prawa do obu tekstów. Jednak do „Uwikłania" sam napisze scenariusz, bo ostatecznie trochę rozmijamy się w wyobrażeniach na temat scenariusza.

cwt: Trudno zgodzić się na takie zmiany?

ZM: Czasami są koniecznie. W „Domofonie" zmieniłem mało. Było jednak parę rzeczy, które trudno byłoby zrealizować technicznie. W tym przypadku historia nawet zyskała. Bo mogłem wyrzucić z tekstu to, co mi się w nim nie podobało. Za dużo było tu też, bohaterów drugoplanowych. Więc i takie okrojenie wyszło scenariuszowi na dobre.

cwt: Teraz znów piszesz kryminał. „Zsyłka" to kontynuacja „Uwikłania"?

ZM: Bohater zostaje, zmienia się tylko miejsce zamieszkania Teodora Szackiego. Właściwie zawsze myślałem o kolejnych częściach. Ale nie miałem na nie pomysłu. Trochę sprowokował mnie mój angielski wydawca, który zapowiedział, że wyda „Uwikłanie" jak będzie to część większej całości. Takie oczekiwania mieli też polscy wydawcy. Ja jednak nie od razu chciałem pisać. Wydanie książki w języku angielskim, to dla pisarza chyba największy sukces. Więc wiedziałem, że musze to zrobić. Ale z czasem, jak pojawi się dobry pomysł.

cwt: Jako dziennikarz spędziłeś wiele godzin na sali rozpraw sądowych. Te doświadczenie chyba były pomocne w szukaniu pomysłu?

ZM: Wielu rzeczy nie musiałem się dowiadywać. Od początku pisania wiedziałem jak wygląda system prawny czy postępowanie sądowe. Dzięki tym doświadczeniom wpadłem na to, aby moim bohaterem był prokurator a nie policjant. Kolejne części książki niestety leżały, bo nie maiłem dobrej zagadki. Szacki miał się z Warszawy przenieść do Sandomierza, ale nie miałem trupa. Jak nie ma zbrodni to, co do cholery Szacki ma robić w Sandomierzu? Musiałem mieć historię, po przeczytaniu której czytelnik zrobi o...... . Ale zbrodnię już mam. I mogę pisać. Myślę, że w tym roku książkę skończę.

Rozmawiała: PIGMEJKA

 

 


kategorie: Wywiady

reklama:

komentuj zostaw komentarz:

podpis:

temat:

komentarz:



turing < przepisz tekst z obrazka po lewej (tylko czerwone znaki)



aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
polecamy...

polecamy

Salon Zabaw FIKU-MIKU Wojnerowicz-Mrozowska Joanna
Grudziądzka 122B (wjazd od Urzędu Miasta za stacją Shell)
87-100 Toruń
510 761 256

więcej informacji...

reklamy

poczytaj...
poradnik (74)
recenzje (89)
wywiady (104)
sport (669)
warto wiedzieć (367)
galerie (197)
reklama

© Co w Toruniu? 2012 - portal miasta Toruń
obserwuj nas: